niedziela, 20 listopada 2016

Alicja w Ogrodzie Mówiących Kwiatów



Do mojej kolekcji trafiło szczególne wydanie. Ta niepozorna książeczka została wydana w Nowym Jorku, prawdopodobnie w 1951 r., czyli zaraz po wyjściu kreskówki Disneya. Nie ma tu oczywiście "fotosów" z bajki - krzyczących kolorem i dobrą jakością papieru i druku, przeciwnie: są tu mocno trącące myszką ilustracje na podstawie bajki Disneya, które wykonał  Campbell Grant (zilustrował on także inne wczesne wydawnictwa związane z bajkami Disneya). Mało tego, w tej kilkustronicowej książeczce Alicja przeżywa tylko dwie przygody: trafia do Ogrodu Mówiących Kwiatów oraz spotyka się z Panem Gąsienicą. Przeurocze i wyjątkowe z dzisiejszej perspektywy wydanie.







piątek, 7 października 2016

sobota, 1 października 2016

Panienka Alicja


Do moich zbiorów trafiło skromne francuskie wydanie z lat 50. (brak daty wydania na stronie redakcyjnej). Bez ilustracji, z kanciastym mysim ogonem, ale za to fantastyczną okładką, na której flaming wystepuje w krawacie, mysz we fraku, a Alicja nie dziecko, ale panna już, zapięta pod szyję, w zielonym kostiumiku. I król, który bezskutecznie odrywa się od karty... 





niedziela, 25 września 2016

Wyszła na chwilę z fotografii Carrolla...


Przepiękne angielskie wydanie z ilustracjami Erica Kincaida. O autorze przeczytamy więcej tutaj: http://www.erickincaid.com/.
Dużo można o tych jego ilustracjach do powieści Carrolla napisać. Z jednej strony zachwycają bogactwem szczegółów, z drugiej rażą małymi niedoróbkami. Popatrzmy. Są tu przepiękne całostronicowe ilustracje:
 Ale i takie dziwności, które ciężko racjonalnie wytłumaczyć, jak to dziwne zniekształcenie Alicji:
 Pierwszy raz widzę na przykład... tak wkurzonego Białego Królika!
 ... oraz tygrysopodobnego Kota Dziwaka (tego zamysłu, muszę przyznać, nie rozumiem).
 Szalony Kapelusznik też nie grzeszy urodą:
 .... za to Kincaid poradził sobie wzorowo z nibyżółwiem, a to właśnie tutaj wielu ilustratorów odpada w przedbiegach, zupełnie rozmijając się z sensem (czy bezsensem raczej) tej postaci:
 A więc można mówić dużo, ale to wszystko nic w stosunku do postaci samej Alicji. Oczywiście wielu ilustratorów odeszło od Tennielowskiego wzorca, nadając Alicji cechy, które identyfikują ją jednoznacznie z Alicją Liddell. Uwielbiam te wydania, ale te wszystkie, które mam w kolekcji, odbieram raczej jako wyobrażenia autorów na temat tej niezwykłej dziewczynki, często bardzo emocjonalne, niż świadome jej portretowanie. Tymczasem w propozycji Kincaida podobieństwo jest tak uderzające, że wydaje się, jakby córka dziekana wyszła tylko na chwilę ze zdjęć Carrolla, by zaraz do nich powrócić... Kincaid sportretował nie tylko jej twarz, ale całą sylwetkę; wydaje się wręcz, że można wskazać konkretne fotografie dziewczynki, na których się wzorował. Jedynym odstępstwem są, naturalnie, przedłużone włosy Alicji. Co nie zmienia faktu, że to uderzające podobieństwo czyni powyższe ilustracje WYJĄTKOWYMI.


niedziela, 11 września 2016

Skromne holenderskie wydanie


Skromnie wydana holenderska adaptacja Alicji w Krainie Czarów (brak daty wydania). Co ciekawe - o ile w przypadku adaptacji nazwisko autora zwykle jest zepchnięte gdzieś na stronę redakcyjną, a na okładce wciąż, czasem bez żadnej wskazówki, że mamy do czynienia tylko z adaptacją -  widnieje nazwisko Lewisa Carrolla, tutaj mamy zgoła odmienny przypadek - chociaż ciut skrajny, bo nazwisko autora adaptacji w ogóle zastąpiło nazwisko Carrolla, które pojawia się na stronie tytułowej.
O autorze adaptacji można przeczytać tutaj:
https://nl.wikipedia.org/wiki/Cok_Grashoff
Lubię takie skromniutkie wydania, w których znajdujemy kilka zaledwie, symbolicznie wręcz umieszczonych w nich ilustracji. Zawsze przyglądam się dziwnym wyborom wydawców, którzy wcale nie koncentrują się na kluczowych scenach. Wydaje się czymś naturalnym, że powinna pojawić scena finałowa snu Alicji, dobrze by było dobrać jeszcze kadr z Szalonego Podwieczorku, przydałaby się też Królowa Kier. Tymczasem dzieje się zupełnie inaczej, jak chociażby i tutaj: rozmowa z Panem Gąsienicą, lot Alicji w króliczej norze (w towarzystwie imbryczków i garnuszków), Alicja w domu białego królika oraz uroczy portrecik z prosięciem i Kotem Dziwakiem w tle. O samej adaptacji, naturalnie, nic nie powiem, bo nigdy jej nie przeczytam.