sobota, 25 marca 2017

Dźwięki z Krainy Czarów


Do moich zbiorów dołączyła ciekawa Alicja-rozkładanka. Wyszła w 2010 r. w serii A classic story pop-up book with sounds w angielskim wydawnictwie Templar Publishing.
I mimo że wydanie to nie szczyci się zapierającą dech w piersiach oprawą graficzną - ma jedną szczególną zaletę. Krainę Czarów bowiem nie tylko widać, ale i... słychać. Na każdej stronie z rozkładanką zamontowano dźwięk, który uruchamia się po całkowitym rozłożeniu stron. I tak "słychać" np. odgłosy spadania w króliczą norę, trzeszczenie domu nadwątlonego gabarytami Alicji, czy też orszak Królowej Kier. Ciekawe są także niektóre rozwiązania przestrzenne. Np. w scenie malowania róż, jedna z nich staje się czerwona w miarę rozkładania stron (i odwrotnie, biała - przy składaniu - co widać, mam nadzieję, na poniższych zdjęciach). Oczywiście z największym rozmachem została zrobiona ostatnia rozkładanka - Alicja błyskawicznie rośnie podczas rozprawy sądowej. I choć proporcje sugerują, że do zamierzonych rozmiarów na razie urosły dopiero nogi, to jednak ciężko zaprzeczyć, że nagłe wystrzelenie w górę papierowej Alicji nie robi wrażenia.
Nie jest to majstersztyk ilustracyjny, ale rozkładanki z Krainy Czarów są ciekawe zawsze. A tu dodatkowo można jeszcze posłuchać odgłosów ze świata Alicji.












środa, 8 marca 2017

Alicja w Syrenie

Alicja w Krainie Czarów w repertuarze Teatru Syrena!



Przekład: Maciej Słoczyński
Adaptacja: Magdalena Miklasz
Reżyseria: Magdalena Miklasz
Premiera: 4 marca 2017 r.
Informacje i zdjęcia na stronie teatru:
Recenzja spektaklu:

Plakat z ww. strony.

sobota, 18 lutego 2017

Już nie Alinka, jeszcze nie Alicja

W moich zbiorach znalazło się szczególne wydanie "Alicji w Krainie Czarów". Pierwsze powojenne wydanie, reedycja wydania z 1927 r., w przekładzie Marii Morawskiej:



To, które prezentuję, jest wydaniem czwartym, wypuszczonym przez Gebethnera i Wolffa w Warszawie i mimo że powojennym - dziś niezwykle rzadkim.
Pierwsze wydanie można obejrzeć w repozytoriach cyfrowych:
Link do Śląskiej Biblioteki Cyfrowej:
oraz Polony:

Wydanie powojenne nieco odbiega od pierwszego, zachowano jednak na szczęście kapitalne ilustracje K. Mackiewicza. Nie ma w nim natomiast jedynej kolorowej grafiki (tę można zobaczyć w wersjach cyfrowych pod podanymi adresami). A ilustracje te są po prostu cudne, nie ma tu zresztą ani odrobiny inspiracji kanonicznym Tennielem. Alicja prezentuje szalone "lata dwudzieste, lata trzydzieste". Ba! Pokusiłabym się o stwierdzenie, że i Biały Królik nigdy nie prezentował się równie elegancko (por. pierwsza ilustracja).  Zresztą popatrzcie sami. Bo lada chwila Ala zmieni się w Alicję, zrzuci te urocze ciuszki i założy na powrót niebieską sukienkę. A mysi ogon już zawsze składany będzie komputerowo, nie przez zecera układającego każdą literę osobno... Pocieszcie więc oko: 













piątek, 3 lutego 2017

Prosiak ze smoczkiem, czyli Alicja dla najmłodszych adeptów języka angielskiego


Wydawnictwo ELI European Language Institute wydało serię Young Elli Readers, przeznaczoną do nauki języka angielskiego. Jednym słowem po raz kolejny historia Alicji ma służyć nauce języka. Śmieszy mnie zawsze nieco to usilne sięganie po książkę tak ciężką do sensownej adaptacji bez uszczerbku na jej bogactwie językowym, ale i zastanawia ten powszechny trend, aby z uporem maniaka z niej korzystać, adaptować, upraszczać. Nie jest to przecież zjawisko nowe (wystarczy przejrzeć posty oznaczone tagiem: Alicja uczy angielskiego). Jak to wyjaśnić? Chyba popularnością książki, potrzebą sięgania po klasykę, powszechną znajomością historii Alicji. Dziwi to, ale i - patrząc szerzej na to zjawisko - cieszy.
A powyższą publikację przejrzeć na pewno warto, ciekawa jest bowiem jej warstwa graficzna (nie ujmując przy tym niczego bardzo klarownej warstwie edukacyjnej). Okładka eksponuje ogromnego Białego Królika i trzymającą się jego grzbietu maleńką Alicję, ubraną w czerwoną (nie niebieską - pierwszy plus) sukieneczkę. Ciekawa jest także ilustracja, którą wypełniają nóżki dziewczynki ubrane w pasiaste czerwone rajstopki. Ponadto Pan Gąsienica urządza sobie - i dobrze - prywatną herbatkę, prosię dostaje piękny dziecinny wózeczek (ba,  smoczek nawet). Kapelusznik ma w swoim kapeluszu spory zapas świeżo zaparzonej herbaty (to akurat częsty motyw - przedstawienia kapelusza jako filiżanki do herbaty), a groźna Królowa Kier rzuca ogromny czerwony cień w kształcie serca. Jednym słowem ta uproszczona do oporu Kraina Czarów nie pozbawiona jest wdzięku i oryginalności. No może Kot z Cheshire przypomina trochę niezgrabotę z dziecięcego rysunku. Ale i w tym jest jakiś urok.


















sobota, 14 stycznia 2017

Personifikacja Pana Gąsienicy


Chciałabym przedstawić adaptację powieści Carrolla dla najmłodszych, która wyszła w serii "A giant fairy story" w Manchesterze w 1990 r. Książeczka ma format A4, miękkie kartki i liczy zaledwie kilkanaście stron. Ciekawa jest jednak przede wszystkim jej warstwa ilustracyjna. Już na okładce prezentuje się  najrzadziej chyba awansowana do sceny okładkowej - rozmowa z Panem Gąsienicą. I to jakim Panem Gąsienicą! Z ludzką twarzą! To ewidentnie jedno z najciekawszych przedstawień tej postaci (pomijając oczywiście wartość artystyczną).
Autor ilustracji zrezygnował z niebieskiej sukienki Alicji: bufiaste rękawki owszem, podkolanówki owszem, ale sukieneczka czerwona. Niezwykle elegancko prezentuje się także frak Białego Królika (choć tu bliżej mu raczej do zająca szaraka, ale to nic). Zauważcie, że podobnie jak u Tiennela - i ten królik ma.. ludzkie ręce. Kot z Cheschire otrzymał barwy tygrysie, Szalony Kapelusznik zaś... zaraz, zaraz... czy nie przypomina Wam naszego rodzimego Koszałka Opałka? Warto zwrócić także uwagę na ostatnią ilustrację - obok Alicji nie ma Diny (jeśli już idziemy tropem Disneya), jest za to nienaturalnie mały  w stosunku gigantycznej siostry Alicji piesek. 
Uwielbiam takie wydawnictwa. Takie Krainy Czarów właśnie: trochę koślawe, trochę kiczowate, pełne absurdów, ale i ciekawej inwencji twórczej ilustratora.